Woda w kominie

24.04.2015

Woda-w-kominnie-2.jpgSprawa ta rozciągnęła się trochę w czasie. Zgodnie jednak z maksymą znanego polityka, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, my również woleliśmy poczekać i upewnić się, że faktycznie wszystko działa jak należy. Nie wyciągałem więc tego tematu do tej pory, choć chronologia przypadków kazała postąpić inaczej.

Monotonia mojego zawodu najgłębiej przejawia się w tym, że niemal każdy przypadek zaczyna się tak samo. Tym razem podobnie, nie odczułem wielkiego uniesienia czytając dosyć ubogiego w treści mail'a z prośbą o interwencję :

WITAM
NASZ KLIENT ZAKUPIŁ KOMIN TURBO
ZGŁASZA USTERKĘ PRZECIEK PRZY ŚCIEKU KONDENSATU
ADRES INWESTYCJI ...
PROSZĘ O KONTAKT Z KLIENTEM W CELU ZWERYFIKOWANIA USTERKI
POZDRAWIAM
ARTUR
Wiadomość oczywiście od naszego dystrybutora. Poza informacją o rzekomych przeciekach i danych kontaktowych nie było jak zwykle niczego więcej. Najcenniejsze w takich przypadkach oczywiście są zdjęcia. Zadzwoniłem więc do Pana Pawła, inwestora spod gdańskiej miejscowości z prośbą o dosłanie brakującego materiału. Bardzo uprzejmy od samego początku Pan Paweł zobligował się do ich uzupełnienia drogą elektroniczną. Podałem więc adres mojej skrzynki, wskazując na wszelki wypadek możliwość jej szybkiego odnalezienia. Mam oczywiście na myśli naszą stronę brata.pl z zakładką kontakt, w której można znaleźć między innymi adres do działu reklamacji. Od samego początku Pan Paweł wydawał mi się typem człowieka zdystansowanego do rzeczywistości, nie przejmującym się, ani tym bardziej nie histeryzującym z powodu trudności czy drobniejszych problemów. Nie zdziwił mnie więc fakt, że zdjęcia o które prosiłem wpłynęły po kilku dniach :
1.jpg
6.jpg
3.jpg
Zaraz po otrzymaniu zdjęć zadzwoniłem do niego z celu omówienia problemu. W takiej sytuacji to ja jestem słuchaczem, zadając tylko co jakiś czas nowe pytanie, ukierunkowujące tylko rozmowę na właściwe tory. Mój rozmówca zdawał się doskonale rozumieć problem. Zauważył gromadzącą się wodę pod miską ścieku kondensatu. Sytuację tą obrazuje trzecie zdjęcie, z zamieszczonej powyżej galerii. Chodzi o miejsce położone poniżej czerwonej kreski. Mam nadzieję, że jest widoczna. Winą za taki stan rzeczy obarczał wadliwy jego zdaniem, przeciekający ściek, a w zasadzie właśnie jego górną poziomą miskę. Twierdził, że przecieka na całej powierzchni. Nie ukrywam, że mimo dobrej komunikacji z Panem Pawłem, trudno było mi na początku zrozumieć o czym mówi. Wynikało to oczywiście z innego, niezgodnego z naszą nomenklaturą, używanego przez niego nazewnictwa elementów. Trudno jest oczywiście mieć o to, do kogokolwiek pretensje. Ważne jest, że z biegiem słów zbliżaliśmy się do wzajemnego zrozumienia siebie nawzajem i po krótkiej chwili wiedziałem już, co według niego jest na rzeczy. Zbierająca się pod miską woda była na pewno faktem. Problemy pozostawały jednak dwa. Po pierwsze ustalenie faktycznej przyczyny, a po drugie zdjęcie nr 1. Jasno z niego wynika, że dom był już wykończony i to w eleganckim standardzie. Ewentualne naprawy w takich przypadkach są mocno utrudnione i dużo bardziej skomplikowane.
Warto wobec tego pamiętać, aby przed rozpoczęciem prac wykończeniowych, ale nie wcześniej niż po 14-stu dniach od zakończenia prac montażowych komina, rozpocząć eksploatację w celu sprawdzenia jego poprawnego funkcjonowania. Kilkudniowe, nawet próbne odpalenie urządzeń grzewczych może ujawnić ewentualne wady lub drobne niedociągnięcia.
Odrzuciwszy od siebie wszystkie czarne myśli, przesłałem dokumentację sprawy koledze Krzysztofowi z mojego działu z prośbą, o możliwie najszybsze skontaktowanie się z klientem w celu umówienia terminu wizyty. Następnego jednak dnia odwiedził mnie Krzysztof z informacją, że nie może się dodzwonić do Pana Pawła. Czyżbym się pomylił? – zapytałem sam siebie w duchu. Nie dając po sobie poznać wątpliwości, które przez chwilę mnie ogarnęły zacząłem jeszcze raz przeglądać dokumentację. Wszystko się zgadzało, więc do żadnego błędu z mojej strony dojść nie mogło. Spróbuj jeszcze raz po południu – powiedziałem, a tymczasem ustal po prostu sztywny termin wizyty według swojego kalendarza. Ja poinformuję klienta o nim drogą mailową, jeżeli nie uda Ci się dodzwonić – zakończyłem. Tak też uczyniliśmy. Krzysztof się nie dodzwonił, więc ja napisałem wiadomość :
Kolega, który pracuje w terenie próbował się z Panem skontaktować telefonicznie, jednak miał Pan telefon poza zasięgiem w tym momencie. Tak czy owak zaplanowana jest wizyta u Pana w poniedziałek.
Dla ułatwienia kontaktu podaję dane osoby, która ma Pana odwiedzić …

Poniedziałek nadszedł bardzo szybko, więc niemal na świeżo tuż po wizycie pod wskazanym adresem, otrzymałem relację od Krzysztofa o przebiegu zdarzeń. Pana Pawła niestety nie zastał. Adres na szczęście okazał się właściwy, ale zamiast niego na miejscu była żona, z którą z oczywistych względów dyskusja, o aspektach funkcjonowania systemów kominowych, była mało konkretna. W całym postępowaniu dochodzeniowym, mającym ustalić przyczyny przecieków i gromadzącej się wody ważny odnotowania był sposób podłączenia syfonu z kanalizą. Syfon to plastikowa rurka bezpośrednio przykręcona do ścieku kondensatu. Odprowadzenie zaś, wykonane zostało również plastikowymi rurkami z własnoręcznie spreparowanymi uszczelnieniami z taśmy, służącymi w przypadku wpięcia w kanalizę również jako redukcja. I o ile można było pochwalić montażystę za sposób wprowadzenia odpływu do kanalizacji, to sposób jego uszczelnienia z syfonem wzbudzał już wątpliwości. Na drugim zdjęciu widać czarne zawiniątko oplatające naokoło miejsce wątpliwego połączenia. Kolega Krzysztof wykonując proste czynności sprawdzające, osuszając cały syfon przy jednoczesnym usunięciu wody zbierającej się pod miską, zauważył budujące się krople wody właśnie w obrębie tego uszczelnienia. Zrodziło to więc w nim konkluzję, o przecieku właśnie w tym miejscu. Całość zademonstrował żonie Pana Pawła, krótko tłumacząc co i dlaczego. Na tym skończywszy, podziękował, pożegnał się i odjechał. Znając już prawdziwy powód kłopotu Pana Pawła, postanowiłem już następnego dnia do niego zadzwonić z relacją o przebiegu naszej interwencji. Pan Paweł był doskonale w niej zorientowany, bo o wszystkim oczywiście dowiedział się od żony. Słysząc więc ode mnie relację, wraz z kończącymi ją wnioskami, uniósł się lekkim gniewem stwierdzając, że jeszcze nigdy nie został w taki sposób potraktowany, a określona przez nas przyczyna przecieków jest najgłupszą z możliwych. Dodał, że zupełnie się z nią nie zgadza, prosząc o ponowne, tym razem profesjonalne załatwienie sprawy. Zapytałem więc, na jakiej podstawie poddaje naszą ekspertyzę w wątpliwość. Usłyszałem wtedy jego argumentację. Pan Paweł zaczął więc od początku i bardzo metodycznie. Po pierwsze słusznie stwierdził, że pod miską jest zgromadzona woda. Dalej dodał, że powierzchnia samej miski od strony gromadzącej się wody jest również mokra. Więc jedynym wiarygodnym dla niego wnioskiem jest fakt przeciekania miski, a nie miejsca połączenia syfonu z rurką odprowadzającą kondensat do kanalizy. Wysłuchawszy tej nie pozbawionej na pierwszy rzut oka logiki teorii, zacząłem swój wykład. Na początku oczywiście potwierdziłem dwie postawione wyżej tezy, czyli o zgromadzonej wodzie i mokrej od spodu misce. Dalej jednak postawiłem pytanie – czy to Pan osobiście robił dostarczone nam zdjęcia? Tak – usłyszałem. Czy zatem potwierdza Pan, że syfon jest drożny, a co za tym idzie wewnątrz wkładu ceramicznego nie ma wody? - zapytałem. Również i w tym przypadku usłyszałem odpowiedź twierdzącą. Jaka woda wobec tego przesiąka przez miskę kondensatu z góry na dół skoro jej tam nie ma? - zapytałem ponownie, tym razem retorycznie. Pana Pawła konkluzja ta najwyraźniej skonsternowała, bo przez chwilę zamilkł, rozmyślając chyba wszystko na powrót. Nie dając mu jednak zbyt wiele czasu na wyciągnięcie mylnych wniosków kontynuowałem - czy był Pan kiedyś w zalanej wodą piwnicy ? Usłyszawszy odpowiedź twierdzącą ciągnąłem dalej – wobec tego musiał Pan zauważyć, że mimo iż zalanie nie pochodziło z sufitu, to sufit również był wilgotny, mało tego sączyły się z niego skondensowane krople wody. Intensywność tego efektu oczywiście uzależniona jest od temperatury i stopnia wentylowania pomieszczenia. Jednak oczywistym zjawiskiem jest parowanie, które w takiej sytuacji ma miejsce, gdzie parująca, zgromadzona na dnie woda, odkłada się na suficie, aby kolejno skroplić się i ponownie opaść w dół. Do takiego zjawiska właśnie doszło w kominie Pana Pawła, stąd mokrą okazała się być miska kondensatu od strony gromadzącej się wody. Woda tymczasem przeciekała w miejscu połączenia syfonu z rurką odprowadzającą kondensat do kanalizy, spływając po jego ściankach do najniższego jego punku, swobodnie na koniec swojej wędrówki opadając w dół, tworząc to mało romantyczne bajorko. Po tym krótkim wykładzie Pan Paweł zupełnie się poddał, potwierdzając słuszność przytoczonych mu argumentów w 100%. Zapytał tylko o jedno. W jaki sposób należy to teraz naprawić. Odpowiedziałem, że najlepiej by było, gdyby instalator który to wykonywał pofatygował się na kilka minut i połączenie zwyczajnie poprawił. W głosie Pana Pawła odczułem, że jest z tym jakiś problem. Zapytał więc czy my nie moglibyśmy tego wykonać. Moglibyśmy – odpowiedziałem – ale ponieważ nie możemy uznać tego jako wadę komina, nie możemy wykonać tego w ramach reklamacji, poza tym sprawa jest tak banalna, że najprościej i najszybciej byłoby gdyby wykonał Pan to sam. Z naszym instruktażem oczywiście. Naprawa miała polegać na zdjęciu uszczelniającej taśmy, rozmontowaniu połączonego syfonu z odprowadzającą rurką i ponownym sklejeniu tych elementów, przeznaczonym do tego spoiwem. Pan Paweł zdawał się doskonale rozumieć swoje zadanie, na które ostatecznie się zgodził. Poprosił tylko o informację, którego kleju należy użyć aby połączenie było właściwie wykonane. Odpowiednią informację wysłałem mu niezwłocznie, a było to 16. grudnia ubiegłego roku.. Nie trudno zauważyć, że był to okres przedświąteczny. Dlatego też postanowiłem nie nękać Pana Pawła telefonami czy wszystko w sprawie jego naprawy poszło jak należy. Odnotowałem za to sobie w kalendarzu, aby skontaktować się z nim po Nowym Roku. Nie wiem dlaczego, ale nie specjalnie się zdziwiłem, słysząc wtedy podczas rozmowy telefonicznej, że nie zostało jeszcze w sprawie nic zrobione. No cóż – pomyślałem. W sumie tak naprawdę to wiele się nie różnimy. I mam w tym momencie na myśli większość męskiej populacji na tej planecie. Dobrze – powiedziałem. Odezwę się za jakiś czas.

Sprawa na tym ucichła na kolejne 2 miesiące, kiedy to 9. marca odebrałem telefon. Dzwonił oczywiście Pan Paweł. Nie wpadłem na to wtedy. Ale analizując sprawę dziś, z pewnej perspektywy mogę przypuszczać, że impuls ten z jego strony, spowodowany musiał być innym, najprawdopodobniej impulsem dnia poprzedniego. Nie od dziś wiadomo co i kto potrafi najlepiej zmotywować mężczyznę do działania. Pan Paweł zleconego mu zadania oczywiście nie wykonał. Wykonał za to telefon do mnie ze zleceniem rozwiązania jego problemu przez naszą ekipę. Zapytał przy tym o koszt całej operacji. Sam będąc chyba jeszcze ciągle poruszonym pozytywną energią zaczerpniętą 8. marca (pozdrawiam oczywiście w tym momencie moją ukochaną żonę) w przypływie sympatii i z pobudek zwykłej ludzkiej przyzwoitości zaproponowałem Panu Pawłowi wykonanie tej naprawy nieodpłatnie, ale pod pewnymi warunkami :

- po pierwsze poprosiłem o wysłanie oficjalnego zlecenia naprawy drogą mail'ową ,

- po drugie poprosiłem o cierpliwość, gdyż jak uczciwie uprzedziłem, wykonamy tą pracę będąc przy okazji w pobliżu.

Pan Paweł nie kryjąc zadowolenia z takiego postawienia sprawy przyznał, że może wobec tego poczekać i już następnego dnia wysłał zamówienie usługi :

Witam,

W nawiązaniu do rozmowy telefonicznej proszę o zlecenie naprawy cieknącego odprowadzenia wody z komina systemowego Brata dla kotłów gazowych.
Termin - do ustalenia telefonicznie.
Miejsce: ...
Dane kontaktowe:
Paweł ...
Proszę o kontakt telefoniczny.
Pozdrawiam
Paweł ...

Sprawę oczywiście skierowałem do serwisu, który był na miejscu dwa tygodnie później. O ile nie byłem zupełnie zaskoczony, że chłopcy z problemem sobie poradzili, to wielką niespodzianką dla mnie było co zastali na miejscu. Swoją pracę zaczęli oczywiście od rozmontowywania felernego połączenia. Po krótkiej chwili stwierdzili jednak, że połączeniu temu nie można niczego zarzucić. Wykonujący je instalator się nie pomylił. Powodem przecieków musi być więc co innego.
Nie zajęło im wiele czasu ustalenie co jest faktycznie nie tak. Problem był bardzo blisko, a przez to, że nie widoczny gołym okiem, bardzo trudno dostrzegalny. Nie była to oczywiście miska, która z natury rzeczy nie ma prawa przesiąkać, a biorąc pod uwagę fakt drożnego syfonu nawet nie ma takiej sposobności. Problemem okazał się być plastikowy dekielek z gwintem, do którego przykręcany jest syfon. Element ten jest trwale połączony z miską ścieku kondensatu, ale w tym przypadku okazał się być połączony nieszczelnie. Powody takiego stanu rzeczy bywają dwa. Wada fabryczna, albo jego tak zwane ukręcenie podczas przykręcania syfonu. Charakter jego rozszczelnienia w kominie Pana Pawła wskazywał na to drugie. Koledzy natychmiast przystąpili do naprawy. Wyjęli element, oczyścili i na nowo wkleili.
5.jpg
4.jpg
Zdjęcie pierwsze to stan przed, a drugie po naprawie. Skąd wobec tego pojawiały się budujące się krople wody w okolicy uszczelnienia z taśmy, w miejscu połączenia syfonu z rurką odprowadzającą, zauważone uprzednio przez Krzysztofa. Z mokrej od spodu miski. Ponieważ jest ona pozioma w tym miejscu na całej swojej powierzchni, a kondensująca się tam para opadając w dół, opadała również w miejsce połączenia syfonu z rurką. Obciekając dalej po jej ściance w dół stwarzała pozór występującego w tym miejscu przecieku. Morały z tej historii na koniec są więc dwa :
Ten się nie myli, co nic nie robi oraz wszystko dobre, co się dobrze kończy. Miałem okazję rozmawiać z panem Pawłem jakieś 2 tygodnie temu. Był oczywiście bardzo zadowolony, bo jego przykry problem się wreszcie skończył. Swojego zadowolenia nie kryłem również ja, gdyż tylko jego opieszałość uratowała nas od i tak nieuniknionej interwencji, ale już w zupełnie innych okolicznościach. Oboje więc rozstaliśmy się w dobrym humorze , przy okazji którego chciałbym jeszcze o czymś na koniec.
Drogie Panie, mam nadzieję, że ten artykuł przypomni Wam stare, mądre powiedzenie, że co nagle to po diable, a swoista i pozorna męska zwłoka w podejmowaniu działań jest niczym innym jak dogłębną analizą sytuacji i obmyślaniem właściwej strategii działań ;)

Komentarze:

Napisz odpowiedź



(Twój email nie będzie publicznie wyświetlany.)

Proszę wpisać litery i cyfry widoczne na obrazku.Kod CAPTCHAKliknij w obrazek, żeby zobaczyć nowy kod.


< powrót

© brata.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonanie: strony internetowe słupsk