Kolaż jest techniką artystyczną polegającą na tworzeniu dzieła poprzez łączenie ze sobą różnych materiałów. Mam nadzieję, że nie popełniłem błędu formując taką jego definicję, ale czuję się z lekka usprawiedliwiony, bo bynajmniej za artystę to siebie nie uważam. Człowiek, z którym zetknąłem się niedawno w odniesieniu do siebie miała chyba odmienne przekonanie, bo podjął się trudnego dzieła, które na długo utkwi w mojej pamięci.


Poprzedni mój wpis w całości poświęcony był sprawie Pana Marcina. Jak w większości tego typu przypadków, rozpoczął się jego bój z wykonawcą o fakt błędnie bądź prawidłowo wykonanego montażu. Właściciel ekipy budowlanej jak to zwykle ma miejsce, twierdził, że wszystko jest w porządku. Inwestor wspierający się naszą pisemną ekspertyzą żądał usunięcia błędów. Do tego wszystkiego nieoczekiwanie wplątał się powołany przez wykonawcę niezależny ekspert w osobie Mistrza Kominiarskiego. Nieuchronne spotkanie wszystkich zainteresowanych zapowiadało się więc bardzo ciekawie.


Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. To niechlubne powiedzenie z okresu PRL, będące wyrazem ówczesnego wymiaru sprawiedliwości, ponownie przypomniało mi się zupełnie niedawno. Podczas ostatniej wizyty na jednej z budów, parafrazując, mógłbym powiedzieć coś zupełnie podobnego. W odróżnieniu jednak, od wyssanych z palca dowodów prezentowanych przez naszych prokuratorów minionej epoki, fakty ujawnione podczas ostatnich moich oględzin krzyczały same za siebie, a był to krzyk rozpaczy i beznadziei.

 


„Słowa to wiatr”. Sformułowanie to, często padające z ust bohaterów kultowej sagi G.R.R. Martina, wydawałoby się, oddaje w pełni jego istotę. Bo czy słowo może wyrządzić komukolwiek, jakąkolwiek cielesną krzywdę? Czym innym z kolei wydaje się być odpowiedzialność za nie, gdyż jak chyba każdemu wiadomo, lekkomyślne i niedbale rzucone może sprawić wiele kłopotów. Pytanie pozostaje wtedy jak zwykle jedno. Kto potem po tym wszystkim posprząta?

 


Miesiąc maj okazał się dla mnie szczególnie pracowity. Wypełniły go przede wszystkim wyjazdy związane z organizowanymi przez nas szkoleniami, ale także, czego się domyślacie, z kolejnymi przypadkami reklamacji. Kilka było szczególnie ciekawych i nie omieszkam o nich nie napisać. Dziś jednak chciałbym o czymś innym. Niewątpliwie projekt, którego się podjęliśmy pod nazwą Brata Blog wywołał całą masę pozytywnych reakcji, których się spodziewaliśmy i za które dziękujemy. Z drugiej jednak strony, na niektórych podziałał jak płachta na byka. Z natury rzeczy jednak chciałbym i będę pisał wyłącznie o tym pierwszym.

 


Coś niebywałego

24.04.2014

Przez lata pracy w tej firmie widziałem już różne rzeczy. Z reguły ustalenie przyczyn reklamacji jest dla mnie sprawą bardzo prostą i nie wymaga zbyt wielu czynności. Jak zwykle w takich okolicznościach większym wyzwaniem bywa raczej przekonanie pozostałych jej uczestników do moich racji. Na szczęście jak do tej pory nie zdarzyło mi się także, aby ktoś ostatecznie podważał moją ekspertyzę lub ustalenie przyczyn nie było możliwe. Tym razem sprawa miała się jednak zgoła inaczej.


26. marca w artkule pt. "Swąd topiącego się plastiku" zamieściłem pytanie konkursowe dotyczące omawianego w nim problemu. Udzielenie prawidłowej odpowiedzi oczywiście wiązało się z nagrodą pieniężną. Ku naszemu zaskoczeniu otrzymaliśmy całe mnóstwo mail'i z odpowiedziami. Były one oczywiście różne, ale mnie najbardziej ucieszył fakt, że jak się okazało, mamy bardzo wielu czytelników, uważnie śledzących każdy nasz nowy wpis.


Według definicji jaką podaje Wikipedia, katastrofa budowlana to niezamierzone, gwałtowne zniszczenie obiektu lub jego części także konstrukcyjnych elementów rusztowań, elementów urządzeń formujących, ścianek szczelnych i obudowy wykopu. Z pewnością wielu miało już do czynienia osobiście ze zdarzeniami pasującymi do powyższej definicji. Ja z racji wykonywanego zawodu niestety już wielokrotnie.


© brata.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonanie: strony internetowe słupsk